Sezonu na zupy ciąg dalszy:) W zimny, wietrzny dzień nie ma nic lepszego od rozgrzewającej, pożywnej zupy, i to jakiej zupy! cebulowej! Zupa rodem z Francji sprawdza się zarówno jakie główne danie, lub też jako wykwintna przystawka podawana w kokilkach.
Składniki:
1,5 l bulionu wołowego (może być też drobiowy lub warzywny)
5 dużych cebul (białych)
1/6 kostki masła
2 ząbki czosnku
1/2 łyżeczki cukru
2 liście laurowe
1/3 łyżeczki tymianku
2 łyżki whisky
Zaczynamy od zdecydowanie nieprzyjemnej czynności jaką jest zabawa z cebulami. Cebule (polecam białe, bo zupa z nich wygląda bardziej estetycznie niż z czerwonych) obieramy, przepoławiamy i kroimy w dość cienkie talarki. Pokrojone cebule powinny zmieścić się w 7 szklankach. Jeżeli lubimy mniej gęste zupy to wystarczy 6 szklanek cebuli.
W dużym garnku o grubym dnie rozpuszczamy na wolnym ogniu masło i wrzucamy doń cebulę. Dusimy ją przez ok. 40-45 minut od czasu do czasu mieszając. Nie powinna się przypalić, powinna się natomiast lekko przybrązowić. Po ok. 30 duszenia, dodajemy do cebuli cukier - uzyskamy wtedy ładny złocisty kolor. Na koniec do cebuli dodajemy posiekany drobno czosnek i dusimy przez jeszcze 2 minuty.
Do garnka z cebulą wlewamy bulion (niektórzy zamiast bulionu używają wody, ale zupa na wodzie nigdy nie będzie tak smaczna jak na wywarze z mięsa i warzyw), dodajemy tymianek, liście laurowe, doprawiamy solą i pieprzem, dodajemy także whisky. Mieszamy i przykrywamy. Podgrzewamy na wolnym ogniu przez 30-35 minut. W zasadzie to wszystko (liście laurowe po ugotowaniu zupy wyjmujemy z garnka).
Podajemy z grzankami. Francuzi zapiekają zupę w kokilkach z zerem Gruyere na wierzchu, mnie jednak naszło na wersję nieco bardziej dietetyczną:)
Pozdrawiam i smacznego poniedziałku!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz