sobota, 12 stycznia 2013

Namibijski kurczak w porto

Dzisiaj mnie naszło na trochę, a nawet bardziej niż trochę południowe klimaty, a mianowicie na kuchnię namibijską. Danie będzie idealne na Walentynki albo rocznicę ślubu, gdyż zgodnie z namibijską tradycją serwowane jest w wyjątkowo romantycznych okolicznościach.

Składniki:
8 dużych lub 12 małych pałeczek kurczaka (ze skórą)
1/4 szklanki oleju roślinnego
80 g bekonu/boczku
3 cebule
4 ząbki czosnku
1 łyżeczka tymianku
250 ml  porto
750 ml bulionu drobiowego lub warzywnego
1/2 szklanki rodzynek
sól, pieprz

Na dużej, głębokiej patelni rozgrzewamy olej. Układamy w nim pałeczki kurczaka i smażymy aż się lekko przyrumienią, przez 10 minut. Pałeczki zdejmujemy z patelni i odkładamy na bok. W miejsce kurczaka wrzucamy boczek i smażymy aż się przybrązowi. Dodajemy wtedy pokrojone w talarki cebule i czosnek i dusimy pod przykryciem aż cebula stanie się miękka. Na patelnię wsypujemy wtedy tymianek, dokładnie mieszamy i dolewamy porto. Doprowadzamy do wrzenia na wolnym ogniu i gotujemy przez 2 minuty. Następnie dodajemy bulion i rodzynki, mieszamy. Układamy pałeczki kurczaka z powrotem na patelni. Przykrywamy i dusimy na wolnym ogniu przez ok 25-30 minut.

Gotowe - smaczne, proste i podobno romantyczne :) Podajemy najlepiej z młodymi ziemniaczkami, lub po prostu małymi ziemniakami.

Pozdrawiam i smacznego!


środa, 9 stycznia 2013

Cannelloni ze szpinakiem w sosie pomidorowym

Szedłem sobie dzisiaj moim ulubionym bazarkiem na Służewiu no i wpadły mi w ręce dwie torby szpinaku. Ot historia. Oczywiście kupiłem, bo sobie uświadomiłem, że to na szpinak miałem od dłuższego czasu ochotę. Dokupiłem jeszcze dwie puszki pomidorów i popędziłem do kuchni.

Makaron Cannelloni został "wynaleziony" w 1907 roku w restauracji 'O Parucchiano w Sorento, oczywiście we Włoszech. Ten typ makarony zyskał bardzo dużą popularność podczas drugiej wojny światowej kiedy to wiele rodzin uciekało przed bombardowaniami z Neapolu do Sorrento. W każdą niedzielę restauracja 'O Parucchiano produkowała wtedy dziennie ok 120 kg. makaronu cannelloni.

Składniki:
makaron cannelloni (12 rurek)
0,5 kg świeżego szpinaku (tak, będą to dwie wielkie siaty)
2 puszki całych pomidorów
100 g sera mascarpone
3 ząbki czosnku
garść świeżej kolendry
łyżeczka octu winnego
1/2 łyżeczki cukru
1/2 łyżeczki startej gałki muszkatołowej
oliwa z oliwek
sól i pieprz

Umyte i wysuszone liście szpinaku siekamy stosunkowo drobno. Na patelnię wlewamy 2 łyżki oliwy z oliwek, rozgrzewamy i wrzucamy na nią szpinak. Góra szpinaku w procesie duszenia szybko zmniejszy swoją objętość i wystarczy akurat do wypełnienia 12 rurek cannelloni. Podduszony szpinak przyprawiamy solą, pieprzem, gałką muszkatołową. Dodajemy też dwa posiekane ząbki czosnku. Dusimy na wolnym ogniu jeszcze ok. 10 minut. Na koniec dodajemy do niego ser mascarpone, dokładnie mieszamy i odstawiamy na bok.

W garnku rozgrzewamy łyżkę oliwy. Przez minutę smażymy na niej 1 ząbek czosnku. Dodajemy zawartość 2 puszek pomidorów - rozdrabniamy je z grubsza. Przyprawiamy solą, pieprzem, dodajemy cukier i ocet winny i gotujemy na wolnym ogniu przez ok 20-25 minut. Sos nie powinien być zbyt wodnisty. Na koniec doprawiamy drobno posiekaną kolendrą (jeżeli ktoś nie lubi to można oczywiście to pominąć - ja jestem kolendrowym zapaleńcem).

Piekarnik rozgrzewamy do 150 C. Dno naczynia żaroodpornego "wyścielamy" odrobiną sosu. W naczyniu układamy wypełnione szpinakiem cannelloni (nie ma potrzeby wcześniej ich podgotowywać). Powinny być dość ścisło ułożone ważne więc żeby dobrać ilość składników do wielkości naczynia jakim dysponujemy. Ułożone cannelloni pokrywamy pozostałym sosem pomidorowym - nie trzeba oczywiście zużywać całości. Cannelloni nie powinno w sosie pływać, powinno być za to nim przykryte. Wtedy się ugotuje i nie wysuszy. Pieczemy przez 30 minut - wtedy widelec powinien "gładko" przebijać makaron. Jeżeli tak nie jest, to pieczemy jeszcze przez 10 minut.

Pozdrawiam i życzę bardzo smacznego!


poniedziałek, 7 stycznia 2013

Zupa cebulowa

Sezonu na zupy ciąg dalszy:) W zimny, wietrzny dzień nie ma nic lepszego od rozgrzewającej, pożywnej zupy, i to jakiej zupy! cebulowej! Zupa rodem z Francji sprawdza się zarówno jakie główne danie, lub też jako wykwintna przystawka podawana w kokilkach. 

Składniki:
1,5 l bulionu wołowego (może być też drobiowy lub warzywny)
5 dużych cebul (białych)
1/6 kostki masła
2 ząbki czosnku
1/2 łyżeczki cukru
2 liście laurowe
1/3 łyżeczki tymianku
2 łyżki whisky

Zaczynamy od zdecydowanie nieprzyjemnej czynności jaką jest zabawa z cebulami. Cebule (polecam białe, bo zupa z nich wygląda bardziej estetycznie niż z czerwonych) obieramy, przepoławiamy i kroimy w dość cienkie talarki. Pokrojone cebule powinny zmieścić się w 7 szklankach. Jeżeli lubimy mniej gęste zupy to wystarczy 6 szklanek cebuli.

W dużym garnku o grubym dnie rozpuszczamy na wolnym ogniu masło i wrzucamy doń cebulę. Dusimy ją przez ok. 40-45 minut od czasu do czasu mieszając. Nie powinna się przypalić, powinna się natomiast lekko przybrązowić. Po ok. 30 duszenia, dodajemy do cebuli cukier - uzyskamy wtedy ładny złocisty kolor. Na koniec do cebuli dodajemy posiekany drobno czosnek i dusimy przez jeszcze 2 minuty.

Do garnka z cebulą wlewamy bulion (niektórzy zamiast bulionu używają wody, ale zupa na wodzie nigdy nie będzie tak smaczna jak na wywarze z mięsa i warzyw), dodajemy tymianek, liście laurowe, doprawiamy solą i pieprzem, dodajemy także whisky. Mieszamy i przykrywamy. Podgrzewamy na wolnym ogniu przez 30-35 minut. W zasadzie to wszystko (liście laurowe po ugotowaniu zupy wyjmujemy z garnka).

Podajemy z grzankami. Francuzi zapiekają zupę w kokilkach z zerem Gruyere na wierzchu, mnie jednak naszło na wersję nieco bardziej dietetyczną:)

Pozdrawiam i smacznego poniedziałku!


niedziela, 30 grudnia 2012

Krem z selera naciowego

Smaczne danie na szybko, w dodatku praktycznie robi się samo a ponad to przygotowując je, można zrobić porządki w lodówce. Czyli: robimy zupę warzywną, a w zasadzie krem. Nie dość, że smakuje świetnie to jeszcze prezentuje się bardzo dobrze i spełnia swoją rolę jako przystawka.

Składniki:
1,5 l wody
2 udka kurczaka
8 słupków selera naciowego
3 marchewki
por
cebula
2 ząbki czosnku
2,5 cm kawałek imbiru
szczypior
garść świeżej kolendry
ziele angielskie
4 liście laurowe
sól, pieprz

Cała filozofia kremu z selera sprowadza się do dwóch punktów: 1) zrobienie bulionu i 2) zblendowanie zawartości garnka. Proste? A jakże!

Bulion jest bazą wielu potraw, nie tylko zup. Jest podstawowym składnikiem np. wielu hinduskich curry. Zaletą bulionu jest to, że można go zrobić praktycznie ze wszystkiego, i że można go przechowywać w zamrażarce przez ok 2-3 miesiące.

Mój bulion bazuje na mięsie z kurczaka, równie dobrze może być to bulion wołowy. Mieszanka warzyw też jest bardzo umowna, ale najczęściej wybieramy z następującego spectrum: marchew, pietruszka, seler, por, cebula. Do złamania smaku mogą posłużyć też np. grzyby, suszone jabłka, śliwki, suszone pomidory, zioła, zielenina typu szczypior, natka pietruszki, kolendra. Wystrzegamy się natomiast kalafiora i brukselki.

Wodę wlewamy do garnka, wrzucamy do niej kurczaka, ziele angielskie, pieprz, solimy. Dodajemy obrane marchewki, połowę słupków selera, pora, imbir, czosnek i przybrązowioną nad ogniem obraną cebulę (da lepszy smak). Wszystko gotujemy ok. 60-90 minut na wolnym ogniu.

Z garnka wyjmujemy warzywa i bulion odcedzamy na sitku (zostaną na nim wszystkie produkty "śmieciowe"). Do blendera wrzucamy wszystkie warzywa (te ugotowane i te które zostały), dodajemy część bulionu i blendujemy aż do momentu kiedy krem stanie się jednorodną masą (mięso z kurczaka też można zblendować). W zależności od tego, czy chcemy aby krem był mniej lub bardziej płynny, dodajemy jeszcze trochę bulionu. Pod koniec blendowania dorzucamy do kremu kolendrę i szczypior i jeszcze chwilę blendujemy. Gotowe! Bardzo dobrze smakuje posypane świeżymi grzankami.

Jeżeli zostanie nam trochę bulionu to polecam zamrozić. Przyda się na pewno!


sobota, 29 grudnia 2012

Chińskie parowane pierożki z mięsem

Niedawno były Święta Bożego Narodzenia. Na stole wśród wigilijnych potraw nie zabrakło oczywiście polskich tradycyjnych pierogów z kapustą i grzybami. Wtedy właśnie mnie naszło na pierożki a'la Państwo Środka.

Chińskie pierożki jiaozi przyrządzane są na trzy sposoby (abstrachując od nadzienia): mogą być gotowane w wodzie, gotowane na parze bądź też smażone. Z uwagi na pożyczone od koleżanki (tutaj podzękowania dla Eli!) oryginalne chińskie bambusowe naczynie do parowania pierogów zdecydowałem się na wersję gotowaną na parze (zhengjiao), i słusznie bo wyszły nieziemsko smakowicie!

Składniki (na ok. 30 pierożków):

Ciasto:
4 szklanki białej mąki (użyłem Szymanowskiej ale w zasadzie powinna być ryżowa)
szklanka bardzo zimnej wody
pół łyżeczki soli

Farsz:
1/2 kg mielonego mięsa wieprzowego
1 łyżka sosu sojowego
1 łyżeczka oleju
1 łyżeczka soli
4 łyżeczki pieprzu
1 łyżeczka whisky lub brandy
2-cm kawałek imbiru
1 młoda cebula
2 duże garści świeżej kolendry
4 słupki selera naciowego
1 duża marchew
1 smazone jajko
świeży szczypior

Zaczynamy od przygotowania ciasta:
Sól rozpuszczamy w wodzie, a następnie dodajemy do mąki. Wyrabiamy ciasto aż będzie gładkie. Powinno wyjść dość twarde i mocne. Jeżeli będzie zbyt suche to dodajemy trochę więcej wody. Jeżeli zbyt mokre - odrobinę wody. Odstawiamy na bok - w tym czasie zrobimy farsz.

Ciasto dzielimy na mniejsze części i formujemy podłużne wałki o grubości ok. 2,5 cm. Tniemy na ok 1 cm kawałki i formujemy kulki. Kulki ciasta rozwałkowujemy - im cieńsze tym lepsze, jednak na tyle grube aby nie porwały się przy lepieniu pierożków. Rozwałkowane placuszki powinny mieć średnicę ok. 7,5 cm. Mogą być oczywiście mniejsze lub większe - to już zależy od tego jak duże pierożki chcemy otrzymać.

Mięso dokładnie mieszamy z sosem sojowym, solą, pieprzem, olejem i whisky. Resztę składników siekamy bardzo drobno przy pomocy blendera lub melaksera. Jeżeli warzywa będą w większych kawałkach, to farsz będzie się podczas gotowania rozpadał.

Posiekane składniki dodajemy do mięsa i ponownie mieszamy, aż masa będzie jednolita. Jeżeli będzie za sucha - dodajemy trochę więcej warzyw, jak za mokra - to można dodać odrobinę mięsa. Tak przygotowany farsz będzie niezwykle aromatyczny, kakofonia smaków będzie szczególnie odczuwalna już po ugotowaniu pierożków.

Na krążki ciasta nakładamy po łyżeczce farszu i lepimy. Forma pierożków nie jest zbyt ważna - ja wybrałem formę zbliżoną do polskiej, czyli składane na pół. Na internecie można znaleźć całą masę innych form chińskich pierożków.

Naczynie do parowania wykładamy pergaminem i układamy na nim pierożki. Przykrywamy. W garnku doprowadzamy wodę do wrzenia. Na garnku stawiamy kratkę i na niej bambusowe naczynie do parowania. Naczynie przykrywamy ściereczką, tak aby temperatura w środku była jak najwyższa. Porcję pierożków parujemy ok 12-15 minut, w zależności od grubości ciasta.

Jeżeli nie mamy naczynia do parowania, to możemy zrobić własną konstrukcję: wystarczy wysoki garnek, kratka którą kładziemy na garnku, na niej z kolei układamy pergamin, a całość przykrywamy np. plastykowym pojemnikiem na jedzenie (ważne żeby jego średnica była mniejsza od średnicy garnka - nadmiar pary powinien mieć ujście. Pierożki możemy też ugotować w wodzie: pierożki wrzucamy do wrzątku i przykrywamy. Jak woda ponownie się zagotuje - dolewamy szklankę zimnej wody i ponownie przykrywamy. Czynność powtarzamy raz jeszcze. Pierożki będą gotowe po kolejnym zagotowaniu wody.

Pierożki podajmy zaraz po ugotowaniu. Do pierożków podajemy sos składający się pół na pół z sosu sojowego i octu winnego, doprawionych cukrem do smaku.

Smacznego!



piątek, 7 grudnia 2012

Korma z kurczaka

Reaktywacja, wreszcie:)

Dzisiaj danie na szybko i smacznie i hindusko i długo możnaby jeszcze wymieniać co jeszcze.

Składniki:
3 piersi z kurczaka - powinno wyjść ok 650-700 g
3 ząbki czosnku
2,5 cm kawałek imbiru
1-2 łyżki oleju
4 nasiona kardamonu (zielonego)
1 cebula
3 łyżeczki mielonego kminku
większa szczypta soli
półtorej szklanki jogurtu naturalnego
kolendra

A teraz do rzeczy:

Zaczynami od kurczaka - piersi należy pokroić w kostkę, nie za dużą, nie za małą - sześciany o boku 2-2,5 cm. Przed pokrojeniem usuwamy tłuszcz.

Na dużej patelni rozgrzewamy olej. Przez ok. 10 minut smażymy kurczaka, tak żeby zarumienił się ze wszystkich stron. Usmażonego kurczaka przekładamy do innego naczynia.

Na tej samej patelni podsmażamy kardamon, w pewnym momencie puści aromat. Pachnie pięknie w całym domu:) Po 2-3 minutach smażenia dodajemy do niego cebulę i smażymy przez jeszcze 5-6 minut. Następnie wrzucamy na patelnię bardzo drobno posiekany imbir i czosnek, kminek, sól a także łyżkę wody. Wszystko to smażymy przez kolejne 5 minut.

Następnie dodajemy do mieszanki połowę jogurtu. Tutaj chcę przestrzec przed używaniem składników jogurto-podobnych typu Danone Activia czy innych tego typu. Coś co jest jogurtem tylko z nazwy zmieni się w wodę podczas procesu smażenia. Magia? Nie. Kiepska jakość. Reasumując - zainwestujmy w dobry jogurt:)

Tak więc po dodaniu połowy jogurtu mieszamy i przez jeszcze chwilę smażymy aż zawartość patelni zyska jednolitą fakturę. Dodajemy wtedy kurczaka, mieszamy i przykrywamy. Dusimy przez ok. 5 minut i następnie dodajemy resztę jogurtu. Dusimy przez jeszcze 7-8 minut aż kurczak stanie się miękki.

W zasadzie gotowe. Najlepiej podawać z ryżem - ja polecam basmati.



niedziela, 11 grudnia 2011

Zapiekany bakłażan z mięsem

Dzisiaj Indie na szybko. Zapiekany bakłażan to świetne rozwiązanie w czasie braku czasu i mało wypełnionej lodówki. Wychodzi bardzo dobrze z mięsem tak wieprzowym jak i wołowym.

Składniki:
2 średnie bakłażany
3 łyżki oleju
1 duża cebula, drobno posiekana
2 ząbki czosnku, posiekane
2 zielone chilli, drobno posiekane
1 łyżeczka kurkumy
500 g mielonego mięsa (wołowego albo wieprzowego)
1 jajko
2-3 łyżki bułki tartej
sól

Bakłażana wkładamy do gotującej się, posolonej wody i gotujemy przez 15-20 minut. Po tym czasie wyjmujemy go z wody, suszymy i schładzamy.

Na patelni rozgrzewamy olej. Smażymy cebulę aż osiągnie złotawy kolor. Dodajemy czosnek, chilli i kurkumę i smażymy przez kolejne 2 minuty. Do mieszanki dodajemy mięso i smażymy, mieszając, aż zbrązowieje. Przyprawiamy solą i smażymy przez 20 minut.

Przekrajamy bakłażany na połowy, wzdłuż i delikatnie usuwamy miąższ, tak aby powstały łódeczki. Usunięty miąższ siekamy i dodajemy do mięsa i razem smażymy przez kilka minut. Doprawiamy. Gotowy farsz przekładamy do łódeczek. Smarujemy delikatnie ubitym jajkiem i posypujemy tartą bułką.

Pieczemy na grillu (200 C) lub smażymy na patelni grillowej (na dużym ogniu) przez 5 minut.


sobota, 10 grudnia 2011

Chlebki Paratha

Chlebki Paratha, tak samo jak Chapati, Naan czy też Puri, robi się bardzo szybko. Równie bardzo są też smaczne i jeszcze równiej pasują do wszelkiego rodzaju potraw mięsnych czy sosów typu chutney.

Składniki:
2 szkl. mąki razowej
1 łyżeczka soli
3/4 szklanki wody
ok. 100 g rozpuszczonego masła

W misce mieszamy mąkę z solą. Powoli dodajemy do mieszanki wodę i dokładnie mieszamy. Ciasto wyrabiamy przez ok. 10 minut, dodając odrobinę mąki w przypadku gdy masa będzie się zbytnio kleić. Wyrobione ciasto przykrywamy i odstawiamy na pół godziny w chłodne miejsce. Po tym czasie, wyrabiamy masę żwawo jeszcze przez chwilę i dzielimy na 6 równych części. Każdą z części rozwałkowujemy na posypanej mąką stolnicy.

Każdy placek po kolei smarujemy z wierzchu delikatnie rozpuszczonym masłem, zginamy na pół, połówkę znów traktujemy masłem i zginamy na pół raz jeszcze. Tak powstałe ćwiartki rozwałkowujemy ponownie na placki grubości ok. 3 mm. 

Zastanawialiście się może co robią Hindusi, że ich chlebki tak fajnie się rozwarstwiają? Otóż smarowanie placków chlebowych masłem, potem zaginanie, ponowne masłowanie i kolejne zaginanie wraz z rozwałkowaniem daje właśnie taki efekt:) Prawda, że to proste?

Rozgrzewamy odrobinę masła na patelni. Smażymy placki pojedynczo, na dużym ogniu przez 1 minutę z jednej strony, następnie przekładamy na drugą stronę i smażymy przez kolejną minutę-dwie. Usmażone chlebki trzymamy ciepłym, hermetycznym miejscu.

Podajemy na ciepło, np. z jogurtowym curry.


Jogurtowe curry z wołowiną

Przygody z indyjskimi smakami ciąg dalszy. Poniższy przepis równie dobrze, a może nawet jeszcze lepiej, sprawdzi się z jagnięciną:)

Składniki:

4 łyżki oleju
3 cebule, drobno posiekane
1 duże opakowanie jogurtu naturalnego (ok. szklanka z nawiązką)
750 g wołowiny (tudzież jagnięciny)
1 duży pomidor, bez skórki i posiekany
6 nasion kardamonu
1 łyżeczka cynamonu
1 i 1/2 łyżeczki mielonych nasion kolendry
2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
1/2 łyżeczki kurkumy
1/2 łyżeczki mielonych goździków
2 łyżeczki chilli w proszku
1/2 tartej gałki muszkatołowej
sól, pieprz

Podgrzewamy olej w dużym garnku. Dodajemy cebulę, kardamon i cynamon i smażymy, aż cebula zrobi się złocista. Do cebuli dodajemy następnie kolendrę, kmin, kurkumę, goździki, chilli i gałkę muszkatołową. Mieszamy dokładnie i smażymy aż mieszanina wyschnie. Dodajemy wtedy 2-3 łyżki wody i gotujemy przez ok. 5 minut mieszając. Jeżeli to co w garnku zrobi się za suche, dolewamy odrobinę wody.

Do cebuli z przyprawami wlewamy jogurt. Do tego wrzucamy pokrojone w kostkę mięso, pomidora, doprawiamy solą i pieprzem do smaku i dokładnie mieszamy. Doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy gaz i dusimy na wolnym ogniu, pod przykrywką, przez ok. 1 godzinę lub do momentu osiągnięcia przez mięso pożądanego stopnia miękkości. 

Do jogurtowego curry świetnie pasują chlebki Paratha.

Smacznego :)


czwartek, 1 grudnia 2011

Racuchy dyniowo-ziemniaczane

Dzisiaj powrót do smaków dzieciństwa - placków ziemniaczanych. Jednak nie byłbym sobą gdybym zrobił po prostu placki ziemniaczane:) Po pierwsze - racuchy, czyli takie grubsze placki. Po drugie - z dynią, żeby złamać  monotonię kartoflaną. A po trzecie - nuta kardamonu...

Składniki (na 4 racuchy):

3/4 szklanki dyni, obranej i bez pestek
1 średniej wielkości ziemniak (większy niż mniejszy)
1 jajko
1 łyżeczka siekanego szczypioru
1 łyżeczka siekanej natki pietruszki
1 ziarno kardamonu, bez łupinki
4-5 łyżek tartej bułki + do obtaczania

Dynię i ziemniaka ścieramy na drobnej tarce (starte warzywa mają ciekawszą fakturę podczas jedzenia niż miazga). Do masy dodajemy jajko, zieleninę, rozbity nożem kardamon. Doprawiamy od serca solą i pieprzem. Mieszamy i dodajemy po trochu bułkę. To ile bułki użyjemy zależy od wilgotności masy. Chodzi o to, żeby można było uformować nie rozpadające się placki.

Z masy formujemy placki grubości ok. 2 cm i obtaczamy delikatnie w bułce tartej. Smażymy na rozgrzanym oleju (ok. półcentymetrowa warstwa) przez 3-4 minuty z każdej strony.